środa, 11 lipca 2012

Fotoalbumy - foto bubel ? Czy to jest album na lata?

Ten post został napisany dla wszystkich tych, którzy zastanawiają się nad tym czy wybrać album tradycyjny czy zamiast niego fotoalbum.
 
Moi drodzy postanowiłam napisać tego posta by:
A. być może uchronić niektóre pary,
B. być możne upuścić z siebie trochę złości
C. a być może zaapelować do twórców tego cuda naszych czasów.

To jest oczywiście tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia ( w końcu po to ten blog) i oczywiście nie mam zamiaru nikogo na siłę przekonywać. Wręcz przeciwnie chciałabym bardzo aby znalazł się jakiś producent fotoalbumów, który by mnie przekonał że ma coś czego ten problem nie dotyczy.

Zaczynając moją przygodę z fotografią ślubną, miałam okazję obserwować pojawienie się prawdziwego foto boomu fotoalbumów ślubnych. Zakochana w tradycyjnych albumach ślubnych, w stylu naszych babć, nie bardzo interesowało mnie wprowadzanie tej nowości do oferty aczkolwiek nie chcąc być zupełną ignorantką musiałam wiedzieć "co w trawie piszczy".

Tak się dobrze złożyło, że miałam zaprzyjaźniony zakład fotograficzny w którym wszystkie te nowinki na bieżąco wprowadzano. Fotoalbumy, fotoksiążki, obrazy na płótnie , nadruku na wszystkim. Miałam okazję nie tylko wziąć wszystko do ręki ale również wejść na warsztat i poznać cały proces technologiczny. Dokładnie widziałam jak powstaje fotoalbum od początku do końca. Przyznam szczerze, że z podziwem patrzyłam na ten pracochłonny proces. Fotoalbum w rzeczywistości był czymś na pograniczu: rękodzieła i introligatorstwa. Poszczególne części oczywiście "wychodziły" z maszyny ale potrzeba było niesamowitej wytrwałości, precyzji i cierpliwości by to wszystko "do kupy" złożyć. Skład takiego fotoalbumu jest mniej więcej taki:
- papier fotograficzny
- tektura
- klej
- folia
 - przy oprawie materiał lub skóra lub sztuczna skóra.
To wszystko jest drukowane ( fotografia), sklejane ( tektura+ fotografia), zgrzewane, zapiekane, foliowane ( jak kto woli to określać).

Właściwie już wtedy najbardziej zaniepokoił mnie ten wszechobecny klej i folia. Jako że od lat pracuję  w branży reklamowej i nie jeden katalog i książkę miałam okazję projektować lub robić skład ( DTP) to wiem jak ważne jest wykończenie introligatorskie. Klej to zawsze gorsza opcja a przy niektórych publikacjach wręcz niedopuszczalna. Zawsze istnieje ryzyko, zresztą powiedziałabym że to powszechne zjawisko, rozpadu sklejonych zbyt obfitych publikacji. Najpewniejszym ( oczywiście i droższym) zabiegiem introligatorskim jest szycie.
Niepokojące w fotoalbumach w szczególności było może nie samo użycie kleju ale jego ilości. Każda fotografia była wręcz obsmarowana klejem by ją następnie przykleić do tektury. Właściwie nie było tu niesklejonej powierzchni. Szok! Czy ktoś widział kiedyś coś podobnego do tego? Ja nie. W broszurach czy małych publikacjach sklejało się tylko grzbiety a tu całe powierzchnie fotografii w kleju.

Dodatkową atrakcją fotoalbumu jest powierzchnia każdej kartki pokryta folią, dzięki czemu album nam się tak podoba :). Podsumowując więc to co po kolei składa się kartkę fotoalbumu to:
tektura+klej+papier fotograficzny+ folia.
Można powiedzieć że papier fotograficzny został wręcz uduszony przez: z jednej strony klej a z drugiej folię.

No dobrze ale to tyle o samej dość kontrowersyjnej, moim zdaniem, technologii.
Prawda efekt końcowy był imponujący. Piękne pseudo - skórzane okładki, z okienkami lub bez na zdjęcie pary, a do tego mocno kolorowe zdjęcia za błyszczącą folią. Rezultat? Wasza własna książka na wasz temat w imponującym wydaniu.

Pamiętam jak poprosiłam zaznajomione drukarnie o wycenę zrobienia pojedynczego egzemplarza takiego albumu ale oczywiście przez drukarnię w ich technologii. Większość odpisała mi że nie robi pojedynczych sztuk a reszta która w ogóle podjęła temat podała wręcz kosmiczne sumy , w tysiącach za jeden egzemplarz ( i to dobre kilka lat temu).
Reakcja i wycena była naturalna. Która drukarnia o zdrowych zmysłach uruchamiałaby swoje maszyny ( ogólnie ujmując) do wykonania jednego egzemplarza? Na a jeśli już by miała to zrobić to za odpowiednią cenę.

Czyli wiedziałam już że na drukarnię nie ma co liczyć w tej kwestii bo którą z par stać by było na tak drogą książkę? Pozostawały więc małe fotolaby oferujące pięknie prezentujące się fotoalbumy w przystępnych, no w każdym razie osiągalnych, cenach.

Powiem szczerze, bałam się oferować takie fotoalbumy moim klientom. Znając technologię ich wytwarzania obawiałam się trwałości tego produktu. Patrzyłam w domu na albumy rodzinne gdzie na zdjęciach utrwalone były uroczystości rodzinne sprzed 50 i 100 lat. Fotografie na czarnym kartonie, przełożone pergaminem, ciągle piękne i czytelne. 

Chciałam by "moje pary" też miały taką pamiątkę, nie tylko dla siebie ale i dla kolejnych pokoleń.Czy fotoalbum mógł temu wyzwaniu sprostać?

Pierwsze rozczarowanie przyszło po około roku przy okazji wizyty w moim zaprzyjaźnionym zakładzie fotograficznym. Piękne pokazowe fotoalbumy wyglądały tragicznie i nie chodziło mi o normalne ślady użytkowania. Swoje czarne oblicze pokazała technologia. Papier zrobił się miękki, zaczął się marszczyć, rozklejać a folia pokrywająca zdjęcia zrobiła się jakaś biała i zamgliła zdjęcia.

Matko i to zaledwie po roku! Byłam rozczarowana, zdegustowana i zła. Coś takiego oferować ludziom.
Moje zdegustowanie wciąż trwało a pojawiające się coraz to nowe Młode Pary pytały o fotoalbumy. Tłumaczyłam, odradzałam i przestrzegałam. Pary nie zapierały się i po namowach zostawały przy albumie tradycyjnym choć nieraz usłyszałam, że znajomi przecież już mają a to takie ładne...

Czułam że powoli moje tłumaczenie przybiera obrót walki z wiatrakami. A przecież to takie ładne, a znajomi mają i są zadowoleni itd. No dobrze, spróbuję  - zadecydowałam gdy odezwała się do mnie jedna z renomowanych firm oferujących fotoalbumy. Super jakość, super materiały i w ogóle super profesjonalizm. O swojej niezawodności i super trwałości zapewniał mnie przez telefon przez kilka miesięcy nieustępliwy przedstawiciel owej renomowanej firmy. Twierdził, że moje obawy są słuszne ale to inni mają złe materiały, gorsze kleje i technologie i dlatego tak się dzieje ale ich firma ma wszystko super i efekt też mnie zadowoli. Zgodziłam się. Zapłaciłam w promocji pół ceny ale i tak słono, bo firma sporo sobie liczyła. Zrobiłam album ślubny mojej siostry. Pomyślałam, jak będzie źle to i tak "wszystko w rodzinie", nie będzie wstydu.  Zrobiłam projekt, wybrałam materiały, szmery bajery i zamówiłam fotoalbum.

Przyszedł! Był piękny, taki ekskluzywny, porządny, elegancki i te zdjęcia takie kolorowe, za folijką nasycone. Rodzina zachwycona, zrobił wrażenie nie powiem i na mnie też.Rodzina pooglądała po czym po miesiącu trafił do pudełeczka i do szafy.

W tych achach i echach sama pogrążona dorzuciłam fotoalbum do mojej oferty ślubnej. Cena wychodziła dosyć spora ale pomyślałam jak robić to w porządnej firmie i najlepszą jakość.

Minęły dwa lata a cena skutecznie odstraszała potencjalnych chętnych na fotoalbum. Tłumaczyłam jak zawsze, że mam obawy do fotoalbumów ale jak już drukować to w sprawdzonej firmie no ale to kosztuje.


Za chwilę miną trzy lata od kiedy wykonałam fotoalbum ślubny mojej siostry. Dziś sięgnęłam do szuflady z fotoalbumem mojej siostry i co?

Dzięki Bogu że nikt nie zamówił u mnie fotoalbumu! Kartki są na etapie...rozkładu! Pierwsza kartka już porządnie się rozkleja, oddziela od tektury, pod spód dostało się powietrze i cała powierzchnia zdjęcia już zaczęła falować. Kolejne kartki na pierwszy rzut oka ok, ale...co to? Jakieś lepkie?!!!! Folia weszła w jakąś reakcję chemiczną i przylepia mi się do palców i co będzie dalej?

O......dziękuję Ci renomowana firmo za udowodnienie mi że jesteście "lepsi".

Drodzy Nowożeńcy, nie polecam, nie polecam, nie polecam...

To był mój subiektywny  głos na temat fotoalbumów.
Anna Sobolewska

UWAGA> Moja opinia dotyczy tylko fotoalbumów.
Nie testowałam fotoksiążek ale te z racji innej technologii druku ( cyfrowy druk na papierze kredowym ) wydają mi się być produktem bezpieczniejszym  i  na lata.




Apeluję do wszystkich posiadaczy i wytwórców fotoalbumów. Jeśli jesteście w stanie polecić mi firmę która wykona dla mnie foto-album który przetrwa bez:
- rozklejania się
- mięknięcia kartek
- marszczenia kartek
- zamglenia folii na zdjęciu 
- i innych usterek spowodowanych technologią, bardzo proszę o namiary.Chętnie podejmę kolejną próbę. Moim zdaniem jest to piękny produkt tylko czemu na rok, dwa, trzy lata?

Proszę również o opinię posiadaczy fotoalbumów ( podkreślam fotoalbumów nie fotoksiążek) posiadających produkt więcej niż 3 lata. Im więcej rzeczowych opinii tym lepiej pozwoli nam się to zorientować w temacie.


Dziękuje
Anna Sobolewska







wtorek, 10 lipca 2012

... a gdyby Tycjan był fotografem? Fotografia ciążowa w mojej "tycjanowskiej" wizji. Sesja brzuszkowa. Milicz





Przed porodem. W oczekiwaniu na dziecko. Moje refleksje.

Ciąża to wspaniały czas w życiu każdej kobiety. Pamiętam jak jeszcze niedawno ( moja córeczka ma dziś 11 miesięcy) płakałam ze szczęścia oglądając wyniki testu ciążowego i jak z wypiekami na twarzy czytałam książkę Heidi Murkoff  "W oczekiwaniu na dziecko". Każdy tydzień był jak niesamowita przygoda w której mój mały bohater odnosił niesamowite sukcesy. Centymetrów w pasie przybywało a ja dumnie co rano oglądałam mój rosnący brzuszek. Czy już widać że jestem w ciąży? To pytanie zadaje sobie pewnie każda kobieta w ciąży i ja również nie starłam się ukrywać krągłości. Byłam dumna że już niedługo zostanę mamą. "Wygląda na to że dziewczynka" - usłyszałam całkiem niespodziewanie podczas jednej z wizyt u lekarza. Znów ogarnęło mnie wzruszenie i niesamowita radość. "Mamo, dziewczynka" - ledwie wydusiłam przez zaciśnięte ze wzruszenia gardło przez słuchawkę. Cieszyłam się że już wiem, że tam w moim łonie rozwija się ta mała kobietka. Zrobiliśmy listę imion i po godzinie BINGO - Daria, Dausia! Tak oto moje maleństwo otrzymało imię już w łonie matki.
Potem były pierwsze zakupy, malutkie sukienusie, kapciuszki, śpioszki, kaftaniki. Moja psiapsióła Anecia wpadła do mnie któregoś popołudnia z wielkimi torbami wypełnionymi śliniaczkami, butelkami i zabawkami dla dziecka. Pamiętam jak wówczas dotarło do mnie tak na 100% , że to nie żarty, przybędzie nowy członek rodziny. To były pierwsze prezenty dla Darii, potem jeszcze torby pieluszek i ubranek od Natalii oraz wózek od Ani. Co jakiś czas wyjmowałam ubranka i układałam je w kosteczkę myśląc o tym jaka ona będzie...

Tak samo jak czeka się na te pierwsze centymetry w biodrach czeka się również na pierwsze ruchy dziecka. Czy to już to? A może to żołądek? Dokładnie pamiętam ten moment kiedy poczułam ruchy dziecka w brzuszku. To było niesamowite przeżycie. "A więc jesteś" - myślałam i jest ;-)


Mam nadzieję że i Wy przyszłe mamy cieszycie się tym wyjątkowym czasem. Nie patrzcie na te dodatkowe kilogramy i nie chowajcie się za przysadzistymi ubraniami. Pamiętajcie, jesteście w ciąży i jesteście piękne!

Życzę wszystkim przyszłym mamom, radości z ciąży, spokoju ducha, odprężenia i szczęśliwego powitania potomstwa na świecie.

Ania Sobolewska

Poniżej zebrałam strony z których ja korzystałam w czasie ciąży może i Wam się przysłużą?

1. Internetowa szkoła rodzenia " Przed porodem". Polecam, zrobiłam!
http://www.przedporodem.pl/terminy.html

2. Porady prawne dla kobiet w ciąży i matek
http://temidajestkobieta.blogspot.com/

3. Kalendarz ciąży.
http://www.babyboom.pl/ciaza.html

4. http://babyonline.pl/

5. Uzyskanie zasiłku macierzyńskiego z tytułu urodzenia dziecka. ZUS
http://e-inspektorat.zus.pl/sprawy.asp?id_profilu=3&pomoc=3&menu=3&id_sprawy=283

6. Polecam też zakupy przez internet rzeczy używanych. Są naprawdę w bardzo dobrym stanie i często za 1/5 ceny sklepowej!
http://tablica.pl

7. Mamom, które zamierzają robić samodzielnie niebanalne zdjęcia swoich pociech przyda się też książka Stacy Wasmuth "Mamarazzi. Fotografowanie dzieci. Poradnik dla mam" wydawnictwa Helion.


Sesja ciążowa - w oczekiwaniu na Maję. Milicz. Sesja brzuszkowa.